Abraham rozgniewał się. Głosem przepełnionym złością krzyknął:
— W tej chwili precz z mego domu!
Starzec natychmiast opuścił namiot Abrahama. Ruszył w pustynię spowitą w czerń nocy.
Pan Bóg przejął się historią ze starcem. Był zły na Abrahama. Ukazał mu się i zapytał:
— Gdzie jest mąż, który dziś w nocy był u ciebie?
— Uparty był starzec — odpowiedział Abraham. — Wbijałem mu do głowy, że ma w Ciebie wierzyć, jeśli chce, aby zawsze było mu dobrze. On jednak nie chciał mnie posłuchać. Rozgniewał mnie przez to i tak oburzył, że wypędziłem go z domu.
A Bóg na to:
— Czyś pomyślał o tym, co czynisz? Zastanów się tylko. Oto Jam znosił cierpliwie grzechy starca przez wiele, wiele lat. Żywiłem go, ubierałem, zaspokajałem wszystkie jego potrzeby. Do ciebie przyszedł na jedną tylko noc i to wystarczyło, abyś zmęczył się karmieniem go. W gniewie zapomniałeś, co to jest litość, i wygnałeś go ze swego domu.
Wtedy Abraham zaczął modlić się do Boga i prosić, aby zechciał odpuścić mu popełniony grzech.
— Nie odpuszczę ci — powiedział Bóg — chyba że upokorzysz się przed starcem, któremu wyrządziłeś krzywdę, a on ci wybaczy.