I oto Eliezer stał się świadkiem drugiego niezwykłego wydarzenia. Zauważył, że woda sama podnosi się w studni, aby napełnić dzban Rebeki. Coraz wnikliwiej zaczął się temu przypatrywać. Chciał dociec przyczyny, dlaczego Bóg jest taki łaskawy dla Rebeki. I wtedy zauważył, że podeszła do płaczącego chłopczyka i głosem pełnym współczucia spytała go o powód płaczu.
— Uderzyłem się o kamień — odpowiedział chłopczyk — i teraz krew cieknie mi z nogi.
Rebeka156 odstawiła dzban, obmyła ranę, zabandażowała ją własną chustką. Przytuliła potem do siebie malca i pocieszyła:
— Teraz już możesz bez obawy pójść do domu, do swojej matki. Nie przejmuj się. Wkrótce noga będzie całkiem zdrowa.
Słowa Rebeki sprawiły chłopcu radość. Szybko, nie czując bólu, pobiegł do domu.
Zaraz po jego odejściu zjawiła się ślepa kobieta.
— Czy potrafisz — zapytała Rebeka z troską w głosie — sama dojść do domu?
— Jeśli zabłądzę, to przenocuję na polu — powiedziała kobieta. — Tak zresztą zrobiłam wczoraj.
Rebeka spytała, gdzie mieszka, po czym wzięła ją za rękę i odprowadziła do samego domu.
Kiedy wróciła do studni, była już bardzo zmęczona. Usiadła na leżącej w pobliżu studni kłodzie. Nagle ukazała się przed jej oczyma postać starego mężczyzny. Powolnym krokiem zmęczonego człowieka zbliżał się do studni. Wstała natychmiast ze swojego miejsca i odstąpiła je starcowi. Wdzięczny staruszek podziękował jej i pobłogosławił.