Żydówki1

Tkwiły tak do południa od samego rana

Na klęczkach, czarne cienie, z rękami wzniesionymi.

W oczach niemy jęk prośby bezrozumnie szeptanej,

Choć bat świstał w powietrzu i przybijał do ziemi2.

Trupy raczej niż ludzie, kości obciągnięte

Suchą, kruchą, strzępiastą, zranioną skórą.

W oczach cały lęk śmierci, cały ból zaklęty,

A jednak błysk nadziei zwróconej ku murom.

Klęczały tak ćwiczone i kopane nogą