Być tutaj ciałem i ciałem, i ciałem. Własne astralne zostało

w pośpiesznym. Chodzę białą ścieżką na pieszczenie prądem, a potem

czekam, aż wystygną zioła. Piję z goryczką, nim opadnie na dno.

Nad basenem wiszą trójkąty z metalu. Wyciągam ręce i kostium

z wody odpływa ode mnie, zwraca oczom kontur. Mam żółty czepek

i cztery ręczniki — całe ciepło świata. Czy jesteś, kiedy nie dotykasz?

Tu się w to nie wierzy. Tu panie Lucyny muszą trzymać w ramkach

swoich starych synów, żeby dać im wiarę. Na monitorze jest się jasnym

gąszczem, mięsistym wielorybem.

Biała ścieżka, jadalnia i pieszczenie zimnem.