Otwierają się przyparkowe brzozy, w każdym ich wątłym, spalinowym

słoju może mieszkać szczerozłoty koszmar. Kładziesz go na dłoni,

szperasz w benzynowych tęczach. Za siedmioma rzekami obce tęczówki

właśnie tracą kolor, wtórnie wychwyca się spod nich serotoninę i ranę,

żeby już za chwilę mogła stać się twoja.

Bez reszt.