do siebie z szerokimi ramionami, zagarniającymi każdą drobinę

Jestem w miejscu, gdzie wszystko jest dawno nieczynne

nigdy nie było czynne, zamknięte z powodu remanentów

W samotności przecieram swe oblicze

jednocześnie je rozmazując na zawsze

Nic nie będzie już do siebie podobne

na drewnianym pomoście obserwacyjnym

Połykam wiatr, otwierając swój pysk szeroko

Anioł zwiastujący przypływ w moim przełyku

utknął zdziwiony kształtem mej krtani