Me złoto w mojej pelerynie wisiało, dekorowało

Złote runo musiałem zostawić, z uśmiechem

żegnałem się z najbliższymi, całując ich lekko

po miękkich, rumianych policzkach

Słońce zachodziło nastrojowo na obrazku

Ktoś nawet wspomniał o wielkiej słuszności

Gdy wszyscy na palcach odchodzili cichutko

kroki prawie dekoracyjne, baletowe, wycofane

przyszedł do mnie uśmiechnięty blondyn

niosąc w ręku me oświecone zbawienie i spokój