ściśnięcia i zmiażdżenia doszczętnego

Patrz, jak się boję, wkładam tyle do buzi\

Nie rozczytasz mnie w myleniu się moim

pokusa pozostaje, to przebicie dla oczu

będzie przedzierać się do czytelności mozolnie\

Czarne wersy nadciągają w szyku osobliwym

Boję się tego, jak zakradają się armią na mnie

Przekreślam te judaszowe pianie wyleniałych

Zagęszczam się w swych bluźnierstwach mocniej

wykrzykiwanych w dorner kebabach o świcie