portrety trumienne nieznanych żołnierzy, cichych rodzin

W zielonej, soczystej wilgocią dżungli schowana śmierć

której i tak nikt nie zauważy, nie osądzi, bezkarne me hobby

Król koki sprowadził mi nawet chłopca umiejącego wywoływać

zdjęcia w żółtych kuwetach, suszył je na ciepłym powietrzu

Wisiały te zdjęcia na sznurkach jak prania, drżały na wietrze

Zefir muskał je, kołysał te wizerunki, co litości nie doznały

Mój techniczny wkrótce sam się powiesił na tych sznurkach

Na którejś z fotografii rozpoznał swe dziecko i żonę dawną

Wisiał wraz z tymi zdjęciami, kołysał się na ciepłym wietrze