od środka zatamowana, utracona z woli, w gniewie

kanał wyschnięty, w nim tylko szkielety udawały dawny nurt

Jakże to dawne czasy, w których jej dal rozpływała się w toni

Głębokie koryto wskazuje na dawne, odrzucone zależności

Pozostały jednak ślady w dawnych połączeniach wodnych

Teraz sztuczna substancja płynie, lustrami odbija kanciastymi

najtragiczniejsze szczątki po historiach rozsypane pod stoły

Zasłaniam swe oblicza z przerażenia tymi powidokami

Bagna wyrzucające z siebie nieprzetłumaczalne odchody

Nie da się o nich powiedzieć w żadnych językach poplątanych