Wygrzebany wędruje ciągle przez świat, posyłając mrówki

Zmielony chochoł nadciąga burzami, krzykami w wyładowaniach

Diagonale go zapowiadają w swych złamaniach i zatraceniach

kierunki błędnie wyznaczone po to, by wpaść w doły

Słyszysz, jak szoruje swymi stopami, płaty skóry opadają

Wielość jego naskórków niezmierzona, w głąb tylko szelesty

Pozostawia po sobie zawsze te same ślady pachnące utwardzaczem

Zbija zeszpecone, dawne piękności, twarze podrzucone mu pod

Jego rozpacz skryta pod głębokimi szatami, szatanami narzuconymi

Pewnie najlepsi krawcy zszywają mu te silikonowe odlewy cierpienia