Korytarzem długim wędruję i wrzeszczę
Rytmiczne uderzenia z boków rozpraszają
Po pęknięciach betonu skaczę
byle nie na gładką płaszczyznę szlaków
by nie iść wygodnie, skuchy obowiązkowe
Wymagam znalezienia słodkich błędów
tylko ich śladami wędruję zdyscyplinowany
tany, tany, jestem kawałkiem rozpryśniętym
wywijam rękami w powietrzu
skacząc nad przepaściami płyt chodnikowych