Otwarte buźki ze zdziwienia, że odchodzę

Zapamiętałem ich pożegnanie z refrenem

każde z nich było długą, samodzielną zwrotką

rytmiczne zderzanie się

codziennie z ich kamienistymi brzegami

Kolejna dawka morfiny na uśmierzenie bólu

serce stęknęło w skurczu podwodnym

znużone zmęczeniem tego opierania się jeszcze

Wszystkie moje dłonie cicho opadły na pościel

spokojnie na dno morza opadałem, czując chłód