tany, tany, jestem kawałkiem rozpryśniętym

wywijam rękami w powietrzu

skacząc nad przepaściami płyt chodnikowych

W powietrzu łapię braki słów niczym alpinista

przyciągam swój ciężar ciała do nich

już mogą utrzymać mój ciężar

Zawsze mi ich brakowało jakoś

bo to jest pieśń przejściowa

bo zazwyczaj tak bywa

bo nie jest to pieśń pomiędzy