Zgnieciona do nawetniemilimetrów

byłam fragmentem rysunku potępionego w katedrze ciemnej

Odwrócona katedra iglicami w nas wpięta, ból perfekcyjny

Mogę myśleć tylko o niej, inne myśli zostały mi podcięte

Nie mogę odwrócić oczu, tylko szczegółowo trwam w śmierci

Tylko ja wypełniam jedno pole tej konstrukcji, reszta jest pusta

Nigdy ich nie wypełnię żadnym niedostępnym mi lekarstwem

ukradzionym od boga lub z apteczki diabła najniższego

W pustych polach dookoła czuję obecność Innych, pląsających

Ustawiają miliony luster, bym się sama wciąż potępiała