w ciągłym, nigdy nie męczącym się sznurze silnym, zwartym

Uszyte mieli ze mnie swe falbany świadczące o ich potępieniach

Ze mnie mieli szyte flagi, proporce młodzieżowe dygoczące z lęku

Krzyczą do mnie, śpiewają ochryple ze złości, chcą mnie zabić

jak mnie spotkają w jakimś sklepie z nabiałem, to wepchną mnie

wepchną mnie do tysiąca jogurtów z trującym wsadem z jeżyn

Może ci się trafi spróbować mnie, może trafisz akurat na mnie

Wpychają mnie do najbardziej bolesnych zakamarków, w dziury

Wciskają mnie do kretowisk ślepych, które skrywają w sobie coś

Potwory te nie mają żadnych portretów ni wizerunków, ni imion