z którego nie ma wyjścia ewakuacyjnego

choć wejść była mnogość zachęcająca

Jestem częścią odrzucającą oblubieńca

Trzepotał on swoimi rzęsami w moją stronę

z frędzlami, z jasnym uwielbieniem k’mnie

Jego obietnice szeptane niech porwą zwierzęta

stwory leśne, które lubią te słoniny na patykach

Mając je w pyskach, obserwowały mój rozprysk

Odrzuciło mnie daleko od niego, w norę

krecią dziuplę szalonego, ślepego posuwania się