Arriverderci, brunatni z chwilowymi przebarwieniami ku Bogu

Kazalnicę mą żelazną ominęłam z daleka, nie wznosząc głosu ponad

gdyż moja brunatność oczywista, zęby połamane na pieśniach

co je licznie przed wami wywlekałam, ich kwiecistości zawiłe

Moja ucieczka przed detergentem zaczyna się dopiero

Znów rozgorzeje bitwa na śmierć, na życie, o światłocienie

bitwa o przynależność do zbiorów, określających się wciąż na nowo

Układy współrzędnych z osiami, z ościami, on znów będzie zerem

Podmywa stopy, jasność gruntu i uzębienia spłukuje

Przedostaje się tajemnie przez przerwy między wyrazami