plując siebie wokół, zsikując się z boleści przygodnej

Tak odchodzi bogini wraz ze swym postumentem na kołach

Winna trucizna zdobywała mnie w licznych żołądkach

cięła mnie na fragmenty, toczyła eksplozjami mą biel

urojoną i wymyśloną na potrzeby wizerunku wykutego

W ciągu jednego momentu mój chłodny oddech spadł

Oczy wytrzeszczyłam w marszczący się mrok czyhający

Wtedy poczułam do siebie nieprawdopodobny wstręt

Szept dziwny nie do zniesienia, przekrzykiwałam go

Całym swoim wściekłym rykiem królowej zagłuszyć go