Zapachy obłędu mego, szaleństwa, tu rozpoznaję się na szczęście

Wśród musujących kształtów dostrzegam trzy postaci wokół

Obgryzam palce do krwi i dotykam tych figur mellitowych

Dwie stojące z otwartymi ramionami, jedno zwierzę zbite

Wszystkie spojrzały na mnie, uśmiechając się przeciągle

Zauważyły moją obecność dotąd tutaj niedostrzeganą

Wtedy poczułam histerię olbrzymią i lęk odsłonięty

Uderzyła mnie fala zła niewypowiadanego w czoło

Rzuciłam się do ucieczki, tłumiąc swój zgubiony oddech

lecz ma ręka spoczywała już na klamce, która odskoczyła