Do tego pośmiertnego orszaku wybieram

te najbardziej wczuwające się i niewinne

z wielkimi oczami rozmazanymi za zapłatę

Drogimi kamieniami was obsypię, całe drogie

Te ręce załamujące się, te jęki, naciągane wycie

Ja nie mogę nad sobą płakać na zewnątrz

Wciśnięta w siebie widzę tylko swój smród

Nie potrafię czuć, tylko ścisk niemiłosierny

Wpychana w najmniejsze ramy moja wielkość

ograniczana liniami czarnymi, oskarżającymi