wtedy podeszła do mnie półnaga piękność z owocami

czarownie pachniała nienawiścią, nierozpoznaniem

Oj, te panny malowane, oj, te panny szykownie roztrzaskane

Zdziwiona tą odwagą zmieszałam się jej obecnością

Zmieszany kielich powrócił do ust, niosąc ze sobą truciznę

Pijąc winną przynętę, poczułam się senna i zmieniona

Krzyknęłam z nagłego bólu, rozrywającego mnie w środku

Wiedziałam, że zostałam otruta, krzyczałam o pomoc

Nikt z ucztujących nie przerywał biesiadowania śpiewnego

Na ich posągowych, marmurowych twarzach trwała cisza