Oto zdychamy w promieniach wschodzącego, nowego

nie umiemy śpiewać dla niego, nie nasze głosy

Nasz chór odrzucony, każdy z nas ma głos pierwszy

nie możemy znieść hegemonii zmiażdżonych nas w nas

Pokazy mody królewskiej kończą się w porze happy hours

Wszystko miało zdychać, nie wzdychać już nigdy więcej

Uczyńmy więc krzywdę słodką, porzućmy dobre zamiary

Nie do zniesienia jest dla nas bóstwo miękkie i głębokie

W nasze żelazne konstrukcje nie wleje się już nic

Wielkie oddzielenia, granice naszej kumulacji pełnej