Zagęszczam się w swych bluźnierstwach mocniej

wykrzykiwanych w dorner kebabach o świcie

w kierunku wschodzących zewsząd księżyców

stękających z każdą minutą przedzierania się

przez ciemność oczu skulonych i zawiedzionych

Lubię śpiewać te pieśni odrzucone przez siebie

nieudane, skazane na to, by się kotłowały w byciu

nieważne, zbite w kartki, zmięte do środka truchleją

Czemu więc tak potrząsasz biodrami w moim kierunku

marcepanowy wrogu w przeczeniach wykrywany