tkany przez nieświadomych przodków
Panie i panowie, proszę nie piszczeć
Leżał całkiem nagi i spokojny zarazem
Wiatr święty delikatnie palcami czesał
jego ukryte kołtuny, ukryte skrzętnie
czerpał z tego ukrytą przyjemność
Jego istnienie zwiastowało kwaśność
Jasna, wytworna obecność na brzegu
Na jego widok pragnąłem go już mieć
jakbym się z nim rozstał na chwilę kiedyś