Pieśń siódma. Blu podróżuje znów

Tchnienie jak wiatr zdmuchnęło mnie czule

ruszyłem w kierunku cichych konstrukcji

pełen nieśmiałego oczekiwania na jakieś zaproszenie

to wszystko przez te kokosy, jak zwykle

Ich egzotyczna woń kołysała mnie w uśpieniu

CHODŹ — szepnęło niejęzykiem jakieś nieistnienie

Wszystko zaczęło się wzajemnie znosić

ten szum był szeptem miliardów istnień

Żaden z tych głosów nie był głośniejszy czy cichszy