Pieśń szósta. Bramy Piekieł

Puk, puk, otwórzcie, zmokłej bogini łez i moczeń nocnych

Stoi przy bramie, kołacze, oczekując waszej gościny na noc

Tu się rozpoznaję, przy wejściu i domofon z moim imieniem

Podzielone bramy na nieskończoną liczbę segmentów

ciągle dzielą się wewnętrznie, ciskają, miażdżąc się w granicach

Nadproża potężne, wielkie filary dźwigające ciężar spotęgowany

Obrazy i historie niby tu widnieją, ale się kamuflują nawzajem

przez spróchniałe zęby cedzone, przez zgryzy zatrzaśnięte

Nowe rysunki na odrzwiach wyrzeźbione dłutem zębatym