Stanę tak oniemiała, uderzona jego blaskiem

drażniącym boleśnie nocne spojrzenie

Będę bezbronna, bez żadnej ukrytej kieszeni

pachnąca dzikimi odmętami leśnych dotyków

głaszczą, głaszczą moją dziką skórę

Nadchodzi, a jego wzrok przenika ukrywane

pod paznokciami drobne tajemnice nieczystości

Myśliwy bez nienawiści w oczach, w powiekach

Jego głos słychać z dala, jest przenikliwie cichy

Ze wzruszeniem dopytuje się o mnie u znajomych