ich wątki naprzemienne w porządku nieodgadnionym

Wciąga nas w głębokość, do której tęskniliśmy

Ten statek rozpruwa się w zetknięciu z wodą

Żyrandole roztrzaskują się, i marmury, i zaplecza

my w nim idziemy na dno, osnuci planktonem

po to, aby nie być już, by nie bywać i się nie pojawiać

zatracić się w tym dostojnym opadaniu w ramiona

które zaciskając się w pozdrowieniu, uwalniają nas

od śpiewania pieśni czyśćcowych

A ze zdziwienia otworzą się nam dzioby nienasycone