Ludzie stali spokojnie pod domami i wzdłuż muru kościelnego, rozmawiali półgłosem, spozierając na siebie tylko ukradkiem. Droga pod murem nie była zbyt szeroka, a domy przeciwległe przytykały do siebie. Kobiety stały z reguły pod murem, a mężczyźni naprzeciw nich tuż pod domami. Dopiero postawszy tak dobrą chwilę, uważali za stosowne zbliżyć się ku sobie. Nawet dobrym znajomym, gdy ujrzeli się z pewnej odległości, etykieta chłopska nie zezwalała powitać się od razu. Musieli poczekać na sposobny moment. Jeśli nowo przybyły stanął tak blisko znajomego, że w żaden sposób nie mógł uniknąć pozdrowienia, natenczas witał się z nim tylko boczkiem, zaledwie kilku słowy i szedł w swoją stronę.
Z przybyciem Granlienów uczyniło się jeszcze ciszej niż było przedtem. Sämund nie miał wielu znajomych, przeto przeszedł szybko wzdłuż szeregu. Ingeborga z córką zatrzymały się zaraz przy pierwszych kobietach. Zdarzało się, że gdy był czas iść do kościoła, mężczyźni musieli szukać swych kobiet.
Wtem nadjechały trzy wozy, nie zatrzymując się prędzej, aż konie wpadły w tłum.
Sämund i Torbjörn, których omal nie przejechano, spojrzeli równocześnie na przybyłych. W pierwszym wozie siedział Knut Nordhaug i jakiś staruszek, w drugim jego siostra ze swoim mężem, w trzecim zaś służba folwarczna.
Ojciec i syn spojrzeli po sobie. Sämund ani drgnął, Torbjörn zbladł. Odwróciwszy głowy, ujrzeli Solbakkenów, którzy stali bardzo blisko i witali się z Ingeborgą i Ingrid. Ale wozy rozdzieliły ich, rozmowa się urwała, wszyscy patrzyli za odjeżdżającymi i dopiero po długiej chwili wszystko wróciło do porządku. Wodząc tu i ówdzie oczyma, by tymczasem znaleźć dalszy wątek, Solbakkenowie spostrzegli Sämunda i Torbjörna stojących teraz w pobliżu. Guttorm przyjętym obyczajem odwrócił głowę, ale jego żona wlepiła oczy w Torbjörna, by widzieć czy patrzy na Synnöwe.
Synnöwe, dostrzegłszy go, zwróciła się do Ingrid i ścisnęła ją za rękę, mimo że już przedtem się powitały. Nagle obie strony zauważyły, że służba ich i znajomi patrzą na to, co czynią, przeto Guttorm zbliżył się do Sämunda i odwracając twarz, powiedział:
— Witam cię!
— I ja także! — odrzekł Sämund.
Potem Sämund zwrócił się do żony Guttorma i rzekł do niej również:
— Witam!