— Wasz syn, gospodarzu, zwariował! Ale jeszcze gorsza rzecz, że ktoś na waszego siwka rzucił czary.
— Ty łajdaku bezwstydny! — wrzasnął Sämund, aż zadudniło w izbie.
Aslak przekrzywił głowę na bok, a Sämund chodził dalej tam i z powrotem.
— Naprawdę koń jest zepsuty przez czary... — zaczął znów Aslak badając, jakie wrażenie wywołają te właśnie słowa.
— Czary... naturalnie, że czary! — wrzasnął Sämund. — A któż to zrobił, jak nie ty, drabie jeden? Ścinałeś w lesie drzewo i spuściłeś je na konia... oto powód, dlaczego teraz nie chce ciągnąć!
Aslak słuchał spokojnie przez jakiś czas, a potem rzekł:
— Wierzcie sobie w to. Wiara nikogo nie hańbi. Ale wątpię, czy dlatego koń przyjdzie do siebie!
Aslak posunął się jednocześnie na beczce i osłonił twarz ręką.
Sämund przystąpił doń blisko i powiedział głosem przyciszonym, zwiastującym wściekłość:
— Jesteś ostatniego rzędu...