Nagle zrozumiał wszystko.

Pojął teraz wyraźnie, że Synnöwe wyczekuje z upragnieniem tej chwili, w której by mogła pokazać się z nim razem, przed rodzicami... To on... on sam... pozbawiają tego!

— Czemuż nie powiedziałaś mi tego nigdy otwarcie?

— Jak to? Mówiłam tyle razy!

— Nie rozumiałem... nie pojąłem tak jak dzisiaj.

Zamyśliła się, a potem powiedziała, układając w drobne fałdy rożek fartuszka:

— Może dlatego, że nie śmiałam...

Na myśl, że może się go bać, uczuł rozrzewnienie i po raz pierwszy w życiu pocałował ją w usta.

Zmieniła się nagle. Przestała płakać, spojrzenie jej stało się niepewne, chciała się uśmiechnąć, patrzyła to w dal przed siebie, to na niego, i milczała. On milczał także, ręce ich spotkały się same, ale nie złączyły się uściskiem. Oboje byli onieśmieleni. Cofnęła rękę, otarła łzy i poprawiła włosy nieco potargane, a on patrzył na nią i myślał sobie:

„Jest bojaźliwsza od innych dziewcząt w całej dolinie i chce, by się z nią inaczej obchodzić! Niechże tak będzie!”