Dawid patrzy bez radości w twarz Jehudy, w jasne i zmrużone sucho oczy.

A potem wskazuje rikszę zatoczoną w kąt podwórza i przewróconą bokiem, spoczywającą na swym zwykłym miejscu z jednym kołem uniesionym w powietrzu; to znak, że ojciec wrócił i zabrał drugie koło z sobą, aby mu wózka nikt w nocy nie ruszył.

— O, już musi być.

— A ty? Co tu jeszcze robisz, łobuzino. — Obrzuciwszy spojrzeniem garnczki, które stały na ziemi, dodał tylko: — Ach, tak — i przepadł na schodach.

Ernest, który zamilkł przy nim, mówi:

— Wiecie? Nie? To się dowiecie... Stróż porąbał Sukiennikowi konia!

— Na kawałki — powtarza za nim cicho Lejbuś. Ostrzyżona po tyfusie szara czaszka kołysze się na wątłej szyjce i uszy tylko widać wielkie, sterczące.

— Co-o takiego?

— A tak, siekierą.

— Siekierą, siekierą — potakuje Lejbuś.