— Raban w domu, z garnka kipi, a mnie już łez brakuje.

Matka kupiła gdzieś odrobinę mleka na święta. Kiedy mleko wycieka za brzegi garnka, robi się swąd, wtedy sypie szczyptę soli na blachę, i to pomaga. Zła, rozżalona, przygaduje:

— Nigdy dobrego słowa nie ma dla mnie w tym domu! Co powiem, to źle. Co zrobię, to nie tak.

Ociera łzy, wzdycha.

— Tak mi tego mleka żal.

Ojciec unosi koło i przesuwając obręcz w dłoniach ogląda pod światło skręt.

Mówi:

— Tymczasem. Święte słowo, tymczasem! Kto je wymyślił? Na pewno Żyd, klecąc szałas.

— Eeee.

— Tymczasem kuczka osłania nas. Oj, cieszmy się.