Szept dziadka cichł w zmierzchu popołudnia, rozpraszał się w westchnieniach, ustępował w bolesnym kołysaniu.
— Dzieci moje, wnuki moje. Dzieci moje.
Prof Baum przerwał milczenie.
— O czym to my? Zaraz, zaraz. Aha. No, a jeżeli Judenrat odmówi? A? To Niemcy nie dadzą sobie rady sami? Niedawno czytałem w szmacie, że niejaka American Express Company zgłasza swoje usługi wszystkim w GG, którzy chcą otrzymać wsparcie od krewnych z USA.
— Wsparcie potrzebne jest nam, a dewizy Niemcom — powiedział ojciec.
— O, to, to, to, to! Idea jest dobra. Tylko że ja po raz pierwszy słyszę o firmie American Express Company i nie wiem, kto się da na ten szyld akurat złapać.
— American Express Company? A może, kto wie. — Ciotka Chawa wskazała palcem nietknięty talerz brukwi: — Dawid, ty nie jesz? Mam ci zagrzać czekolady, co?
— Nie.
Było mu okropnie wstyd, że zwróciła na niego uwagę wszystkich.
— Nawet gdybyś chciał, to nie dostaniesz — powiedział ojciec.