A dziadek wyciągnął w jego stronę chudą szyję i pytał:
— Kim jest ten przechrzta, a?
— Czerniatyński, z Siennej, adwokat.
Dziadek zgorszony skrzywił się i zajęczał.
— Aj, nie pytam o jego nazwisko. Pytam, jaka jego familia.
— Szwarc.
— Szwarc? Z Siennej, mówisz? Szwarc, Szwarc... Nie pamiętam.
Zwiesiwszy nisko oskubaną bródkę, siedział wsparty łokciami na stole i drobił suchy chleb do szklanki z wrzątkiem, którą matka postawiła przed nim. Blade, żółte palce z trudem kruszyły trzeszczące suchary. Ojciec mówił teraz, patrząc matce w oczy.
— Dlaczego odmówiłem mu, chociaż mogłem pomóc? I tak, i tak jutro mały pójdzie za mur.
— Już nic nie chcę słyszeć, Jakow. Dosyć, dosyć — przerwała matka.