— Jehudo — powiedział dziadek. — Świat już trwa tak długo, tak długo... że musi w tym być jakiś sens. No, a jeżeli nie? To co ja, stary, ciemny Żyd, mogę na to, do jasnej cholery, poradzić? Tfu, tfu, Panie, wybacz mi te słowa.
— Tak mówiłeś zawsze, ojcze?
— Tak będę mówił zawsze. Worek na plecy i popiół na głowę.
Wuj Jehuda westchnął ciężko i rozłożył ręce.
— Nie ma tu winnych i nie ma winy.
— Ale są żywi i są umarli.
Wuj Gedali:
— Ja jestem żywy?
Ojciec:
— Ty dawno jesteś umarły.