— Mam pieniądze! Dam pieniądze!
— Iii, za takie pieniądze psy i koty mięso jedzą.
Dawał jej pół ćwiartki chleba.
— Całą!
Wyciągnął ułamany chleb i wtedy zaczęła jeść.
— Na, masz.
Rozkraczyła się na usypisku pod zrujnowanym murkiem. Z szelestem sypał się spod nich gruz. Przełykała głośno, łokciem przyciskając brzeg kiecki do biodra. Żebrak uważnie macał suchy piszczel. Upadli razem przykurczywszy kolana i stoczyli się po krótkiej pochyłości, wlokąc za sobą poplątane sztywno nogi. Pisnęła krótko.
— Jaka tam ze mnie — i zaczęła się wyrywać. Uciekała po murku na czworakach, bury cień na granatowym niebie. Żebrak niedołężnie biegł za nią zgięty, zanurzając na oślep ręce w ostatniej, bladej smudze dziennego światła.
Śmiech urwał się i zza załomu dobiegło ziewnięcie, mruknięcie:
— A mówiłam przecież, że łaskotek się boję.