— Zamknij jadaczkę — powiedział Eli. — Zamknij, bo nikt się ciebie o to nie pyta. — Przykrył pet drewniakiem i rozdeptał. — Nie rusz i rób, co do ciebie należy, Albinos.

I Ernest robił, co do niego należało, i Dawid robił, co do niego należało. Na kolanach posuwali się za Elim, który im wskazywał drogę.

— O, tutaj!

— Cicho, Albinos. Uważaj lepiej.

Ernest zamilkł, ale nie na długo.

— Co ja mam!

Klęczeli obojętnie. Wrzasnął:

— O rany, co ja mam!

Podeszli bliżej i zobaczyli, że w palcach obraca, blaszany pierścionek, w którym tkwiło oczko z czerwonego szkiełka.

— Ale kejsef193, co?