— Ratunku, bo mnie tratują!
— Nie podchodzić do bram. Podaj dalej. Iść środkiem.
— Czy pan nie mógłby przestać mi deptać po piętach, panie szanowny? Bo... jak zamaluję, to rodzona matula nie pozna.
— Posterunkowy, gdzie posterunkowy? Tutaj jakaś staruszka zasłabła, leży w przejściu i zagradza drogę.
— Pilnuj, żeby nie pryskali do bramy przed rogiem, bo żandarmi urządzą jatki. Stań tu. Tu będziesz widział.
— Ty tam, szanuj się trochę i nie drzyj pyska, jak idziesz za pogrzebem własnego tatusia, z płaczkami i orkiestrą.
— Bagaże, moje bagaże! Ludzie, nie mogę niczego zostawić, bo to cały mój majątek.
— Zostaw pani majątek, a ocalisz życie.
— Boże, co się tutaj wyrabia?
— Nie zatrzymywać się, nie robić sztucznego tłoku. Dalej jazda!