— Kartki, gdzie moje kartki? Zostawiłam na górze kartki żywnościowe!

— Wróć!

— Zostawiłam kartki, panie... kartki na chleb!

— Stój!

Usłyszeli pojedynczy strzał.

Wuj Gedali cofnął się, odwrócił i oparł plecami o ścianę, chciwie zaciągając się papierosem.

— Człowiek żyje. Klepie biedę. Mija parę lat i zostają po nim zaśmiecone kąty.

Za oknem widać było zrujnowany most na Chłodnej, który runął, i suche, sczerniałe drzewo na skwerze przed kościołem Św. Karola. Niemcy kazali podciąć drewniane żebro przęsła w pierwszych dniach akcji, a belki były zwęglone i nosiły ślady pożaru. Ostatni wóz meblowy jeszcze stamtąd nie odjechał, a pod mostem leżały już ciała rozstrzelanych tragarzy.

Ojciec przyłożył do oczu zaciśnięte pięści.

— Po co ja żyję?