— Po co?
— A ja ją wyciągnę, choćbym miał z pustymi rękami iść za nią prosto na Umschlagplatz326.
Po chwili wuj Jehuda powiedział złym, głuchym szeptem:
— Jak nie uduszą cię wapnem w wagonie, to zadołują za drutami. A tutaj...
Rozległ się daleki, słaby trzask i pierwsza rakieta wisiała nad ruinami. Ojciec stał sztywny, wyprostowany wśród osuwających się cieni.
— A tutaj, Jehuda?
— Nikt nikomu niczego obiecać nie może. Los nasz przesądzony. Ale mogę się jeszcze bronić. I ty!
Wuj Gedali powiedział cicho:
— Nie ma takiego prawa, żeby człowiek miał do końca się bronić wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Dawid uniósł się z barłogu. — Sza, ktoś idzie.