Naum go poparł: — Jakow, jesteś nam potrzebny. Masz dwie belki. Front za sobą. To się liczy.

Wuj Jehuda go poparł: — Dla nas... dla nas jesteś człowiekiem na wagę złota.

Ojciec żachnął się.

— A inni?

Milczeli.

W gasnącym świetle rakiety uniosły się zaciśnięte pięści.

— Inni też są dla was na wagę złota? Oni, tam. Wszyscy... Mów, Jehuda?

Wuj Jehuda milczał.

— Ona jest dla mnie na wagę złota i nie zostawię jej samej, choćbym jechać miał za nią do samej Treblinki.

— Szaleniec!