Wszyscy się obejrzeli. Mecenas Szwarc narzekał:

— Okropnie przemądrzały. Co za czasy. — Trzepiąc różowy kocyk powiedział w stronę kosza: — Zaraz będę przepytywał. Powtórz sobie, co trzeba.

— Paciorek?

— Paciorek. Mogą być i grzechy też. Wszystko, ale z uczuciem. Klęknij.

Po jakimś czasie rozległ się w kącie kaszel i chłopczyk z kosza zaczął grymasić:

— Nie chcę.

A potem usłyszeli wściekły syk mecenasa Szwarca, kiedy dobitnie cedził przez zęby:

— I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Teraz dopiero amen.

I chłopczyk z kosza powtórzył:

— Amen.