Wracali ze swojego spaceru.
— Poczytasz mi gazetę? Jeden nieduży kawałek, Dawid.
Pisana była tuszowym ołówkiem na kartach wyrwanych z księgi buchalteryjnej, na liniowanych arkuszach z grubą czerwoną kreską u góry. Za tą kreską było czysto i tam nie gryzmolił niczego. Kartek razem było dziesięć, na pierwszej drukowanymi literami tytuł: „Kronika”, a niżej mniejszymi: „podwórza”. Skrycie i ze wstydem smarował swe pierwsze dzieło, a kiedy było gotowe, zeszli się wszyscy oglądać; odwracali stronice, przypatrywali się rysunkom, tu i tam znajdowali jakieś zdanie dla siebie, powtarzali je głośno i kiwali głowami z uznaniem.
— Udało ci się tym razem, żebym tak zdrów był — powiedział Zyga. A Elijahu pytał z niedowierzaniem:
— Sam? I od razu na czysto?
Dawid milczał skromnie. Ernest jednego nie mógł pojąć:
— Kronika?
Eli też miał pewne wątpliwości.
— I nie można już zmienić?
Zyga powiedział stanowczo: