— Czy znajdzie się miejsce na morzu?

— Wystarczy, proszę pana.

Czytał swoje pobrudzone dzieło. Lejbuś dłubał w nosie głęboko i w zachwyceniu, robiąc przy tym kwadratowe oczy. Co on rozumie, ten smark? Ma kieszenie wypchane ołówkami i te ołówki puszcza w ruch przy każdej okazji. Rysuje, co zobaczy. A ma zdarte trepy, bo cały dzień grać potrafi z dziewczynkami w klasy.

Kiedy za oknem podnosi się krzyk, to znaczy, że Chaskiel-stróż rozpędza miotłą smarkaterię na cztery wiatry.

— Złotówka to forsa!

— Forsa to grunt!

— Grunt to ziemia!

— Ziemia to matka!

— Matka to anioł!

— Anioł to stróż!