Z pełnymi banieczkami ludzie przechodzili obok, zawracając — ogonek posuwał się krok za krokiem do przodu.

— Gdzie jest Żółtko? — wołał Baruch Oks. — Niech no dostanę w ręce tego drania.

Mundek Buchacz krzyknął przez placyk:

— Już drałuje! Zaraz będzie tam u ciebie.

Baruch Oks wyszedł z cienia za załomem bramy, a skórzaną kurtkę przewieszoną miał przez ramię; przyłożył rękę do czoła, surowo patrząc przed siebie, jak Mojżesz z góry na Żydów.

— A Śledź złodziejacha?

Mundek Buchacz po przeciwnej stronie zakołysał się ociężale, zbliżył do krawężnika i splunął daleko przed siebie.

— Szafa gra. Śledź już podchodzi do lady.

— Dałeś mu drobne?

— Dałem, dałem.