Morgana widziała, jak kapitan przeskoczył przez płot i szybkim krokiem oddalił się od pałacu. Pomyślała więc, że niebezpieczeństwo, które groziło Ali-Babie i całemu domowi, minęło. Była zmęczona, wróciła do kuchni i, rzuciwszy się na łóżko, zasnęła.
*
Nazajutrz z rana Ali-Baba wykąpał się w rzece i wróciwszy do domu, rzekł do Morgany.
— Czyś przygotowała54 mi rosół, o który cię prosiłem?
— A jakże! — odpowiedziała Morgana, podając mu rosół. — Właśnie niosę rosół, abyś się posilił po kąpieli.
Morgana postawiła wazę rosołu na stole. Ali-Baba zasiadł do stołu i pijąc rosół, wyjrzał na podwórze przez otwarte okno.
— Czemuż to muły stoją dotąd na podwórzu? — spytał Morgany55. — Przecież kupiec miał o świcie wyruszyć na targ ze swoją oliwą.
— Nie każdy kupiec jest kupcem — odrzekła Morgana. — Te miechy skórzane, które widzisz na mułach, są właściwie trumnami. W każdej takiej trumnie skórzanej znajduje się jeden zbójca. Wszystkich więc zbójców było trzydziestu siedmiu. Tylko ostatni trzydziesty ósmy miech zawierał oliwę. Ów zaś kupiec, który u nas nocował, był kapitanem zbójców i na pewno chciał ciebie zabić.
— Wytłumacz mi to wszystko, bo nic nie rozumiem! — zawołał Ali-Baba, przestając jeść rosół.
Morgana opowiedziała mu wszystko, co się tej nocy stało, a potem dodała: