I Abdalla tak się jej zaczął przyglądać, tak ją podziwiał i tak oczy przy tym rozszerzał, że Morgana w końcu zaśmiała się głośno i wesoło.

*

Tymczasem kapitan wrócił do Sezamu. Czuł się samotny i opuszczony. Kochał bowiem wszystkich zbójców — i wszystkich naraz utracił. Usiadł na pniu malachitowym w głębi jaskini i mówił sam do siebie:

Samotny muszę kryć się i chować!

Już kapitanem nie jestem wcale,

Bo nie mam zbójców, ukrytych w skale,

I nie mam komu kapitanować!...

Po dzikich drogach, wśród drzew szelestu,

Będę się błąkał nocą i ranem!

Zgromadzę nowych zbójców czterdziestu,