Księżniczka podniosła zasłonę.
Aladyn ujrzał jej twarz tak białą i cudowną, jakiej nigdy jeszcze nie widział.
„Teraz pochyli się nad rzeką i zobaczy w wodzie swe własne odbicie” — pomyślał znowu Aladyn, szerzej rozchylając trzcinę.
Księżniczka pochyliła się nad rzeką. Na fali natychmiast zjawiło się jej białe, cudowne odbicie. Wiatr z lekka poruszał falę i białe, cudowne odbicie księżniczki z lekka za wiatrem kołysało się na błękitnej fali.
Księżniczka Badrulbudura, zachwycona i oczarowana, przyglądała się własnemu odbiciu i tak była zajęta dokładnym rozpatrywaniem cudownego odbicia, że nie zauważyła Aladyna, który całą głowę, a za głową szyję z trzciny wysunął, żeby też przyjrzeć się odbiciu księżniczki na wodzie.
Białe odbicie kołysało się z lekka na fali, a księżniczka i Aladyn przyglądali mu się pilnie i uważnie.
Czasem fala zakołysała się mocniej i szarpnęła białym odbiciem tak, że zdawało się Aladynowi, iż odbicie rozrywa się na dwoje i na troje. Lecz fala znów się wygładzała i białe odbicie jednocześnie wygładzało się na jej powierzchni.
Długo, bardzo długo przyglądała się księżniczka swemu odbiciu. Widziała je bowiem po raz pierwszy, gdyż dotąd nie wychodziła z pałacu tak daleko. Spacerowała tylko po ogrodach pałacowych, gdzie nie było ani rzek, ani strumieni, ani jezior, ani sadzawek, bo sułtan był nieustannie chory na katar i nie znosił wilgoci.
Wreszcie księżniczka do woli widać napatrzyła się swego odbicia na fali, bo zasłoniła nagle twarz białym welonem i udała się z powrotem do pałacu.
Aladyn ukrył się znowu w trzcinie i siedział tam cierpliwie, dopóki nie usłyszał z dala, że puste i bezludne ulice napełniają się gwarem i zgiełkiem. Znaczyło to, że księżniczka już wróciła do pałacu i ludność miasta z wolna wychodzi z domów, odsłaniając okna, zawieszone ciężkimi kotarami.